PRACOHOLIZM I PERFEKCJONIZM CZYLI RYSY

utworzone przez gru 10, 2020Toga bez wroga

To była czwarta sesja, czwarte spotkanie. Wiedział już jak pracuje coach, z czym to się je. Początkowy opór już zelżał, złagodniał. W jakimś sensie polubił swojego „trenera”, choć nie o trening w tym wszystkim chodziło. Zdał sobie też sprawę, że to nie jest spotkanie pitu-pitu na kanapie czy leżance, pogadanka z kawką i ciasteczkiem. Za każdym razem coś robili, w taki czy inny sposób ćwiczyli. Kartki a4, pisaki, podłoga, jakieś karty metaforyczne, czasem jakieś doświadczenie na zewnątrz, poza budynkiem, coś co wywalało go totalnie ze strefy komfortu, z torów dotychczasowego myślenia, zmuszało do spojrzenia na sprawy z innej strony. Nowe spojrzenie na swoje sprawy, z innej strony, to go w tych sesjach kręciło najbardziej. Fascynowało go to, że tak wiele o sobie nie wie. To sprzyjało ich wspólnej pracy, jego przemianie.

Miał 46 lat. Był notariuszem, po pierwszym zawale. Kiedyś sporo pił, jeszcze więcej palił. Używał życia – tak powiedział na pierwszej sesji. Na sesjach pracował, generalnie rzecz biorąc, z swoim pracoholizmem i perfekcjonizmem. Te często szły w parze. Tego dnia stało się coś, co zmieniło jego życie już na zawsze. Wjeżdżając na parking, z nieostrożności, porysował prawy bok auta. Drzwi i spory kawałek za drzwiami, tam gdzie mieści się wlew paliwa.

Nagle w trakcie sesji wypalił:

– No zły dziś jestem, cholernie zły i dlatego nie mogę się skupić.

– Ok. Dobrze jest czasem być złym, pozłościć się, nie umieć się skupić. To normalne. Jeśli tego potrzebujesz, pobądź z tym. Obserwuj ten stan, obserwuj siebie.

– Nie zapytasz co się stało?

– Jeśli chcesz, to sam mi powiesz, prawda?

– No powiem – odpowiedział, jakby faktycznie był zapytany, w gruncie rzeczy jednak chciał opowiedzieć co się stało niepytany. 
- Zarysowałem dziś auto. Mam je 3 miesiące, kosztowało sporo forsy.

– Sporo forsy … – powtórzył bezwiednie. W zasadzie to powtarzanie słów klienta było już jego drugą naturą. Działo się to spontanicznie, poza kontrolą jego intelektu. Jakby był nie człowiekiem, a echem w jakimś wielkim kanionie.

– No sporo, z tym wyposażeniem ponad 2 setki.

– Ponad dwie setki… – znów to zrobił.

– No więc rozumiesz.

– Co rozumiem? – zapytał, bo nie rozumiał. Ani coach, ani terapeuta, ani żaden inny magik z reguły nie rozumie tego co mówi klient, tak jak on sam to rozumie. A nawet jeśli sądzi, że rozumie, to może w gruncie rzeczy co najwyżej się domyślać, przypuszczać, że jego klient myśli dokładnie tak samo jak on, jakby miał jego mózg i okablowanie w mózgu. Terapeucie, coachowi mu się co najwyżej wydawać że rozumie. Nawet, gdy sądzi rozumie, to nie rozumie. Dlatego, gdy jest mądry albo szkolony (a najlepiej to i to), to udaje że nie rozumie. Staje się głupcem, aby nabrać pewności czy to co rozumie, jest zgodne z tym co klient rozumie.

– No kupa kasy i już się zmarnowało. Nie wygląda jak nowe. 
- Milczał. Wiedział, że klient pociągnie temat sam. Pytania były zbędne.

– Muszę zgłosić szkodę, pójdzie z AC, podniosą mi ubezpieczenie. A auto będzie malowane, jakby było bite. Przy próbie sprzedaży zainteresowani będą się czepiać.

– Musisz?

– Chcę. Ciągle się czepiasz tego mojego „muszę”. Gdy mówię muszę, to chcę. Możesz to przyjąć do wiadomości?

– A chcesz?

– Chcę.

– Ok. – przytaknął i milczał. Czekał. Wiedział, że coś się zaraz wydarzy. Nie wiedział skąd wiedział, ale wiedział.

– Chce żeby to auto wyglądało jak nowe. Nie będę jeździł z tymi rysami.

– Rysy… – zanucił jakąś starą piosenkę.

– No tak, rysy. U ojca wszystko było, dosłownie i w przenośni wypolerowane, gładziutkie, lśniące. Garnitur czyściutki, buty wypastowane, auto umyte i wysprzątane, włosy uczesane, ułożone… Ojciec był jak James Dean.

– A co to ma wspólnego z twoim samochodem, z Tobą? – pytał, jakby nie zrozumiał, aby klient mógł sam powiedzieć na głos to, co już w gruncie rzeczy raz powiedział. Aby mógł usłyszeć samego siebie.

– No jak to co? Nie widzisz podobieństwa? Zachowuję się jak mój ojciec. Lał mnie pasem, jak miałem brudne buty. A jak przyszedłem z butami porysowanymi, miałem – oprócz batów – miesiąc kary, nie mogłem wychodzić na podwórko. Tylko do szkoły i do domu. Błoto wniesione do domu – awantura. Koszulka poplamiona lodami – lanie.

– Do czego ci potrzebne auto, które ciągle będzie jak nowe – jeśli dobrze cię zrozumiałem – takie wypolerowane, gładziutkie i lśniące?

– Nie wiem do czego.

– Nie wiesz.

– Nie wiem. Ojciec chciał…

– Zauważyłem że drugi raz wracasz do ojca.

– No tak, bo to jego, a nie moje.

– Co jest jego? Przerwałem Ci, ojciec chciał …

– No właśnie to wszystko co robię, jest jego. On chciał, żeby wszystko było idealne i doskonałe, bo taki chciał być widziany przez ludzi. Chciał się doskonale prezentować. A w domu lał mnie, lał matkę, wydzierał się, pił, robił awantury. Stałem się jego kopią, jest tyle podobieństw, przeraża mnie to, uciekam przed tym, a to mnie goni. Wprawdzie nikogo nie bije, ale piłem jakiś czas temu jak on, a na zewnątrz sprawiam wrażenie, że wszystko w moim życiu jest cacy, od linijki. Piękna kancelaria, piękny dom, piękna żona, piękny samochód, piękne garnitury, piękny stan konta, rasowy pies. Wszystko cacy. Wszystko doskonałe, bez rys, bez skazy. Czuje się jakbym na zewnątrz korygował to co się psuje w środku, dokładnie tak jak ojciec. Na zewnątrz gloria i chwała, a w środku rozsypka. – jego oczy zaczęły napełniać się łzami. – Na chuj mi takie drogie auto? – wykrzyczał – Jaką mi robi różnicę to, że jest tam parę rys? Auto jest srebrne, nie widać. A poza tym, jaka różnica, czy widać, czy nie widać. Nie potrzebuję już poklasku kogokolwiek. Mam tego kurwa dość – wycedził przez zęby. Nie potrzebuję już idealnej oprawy… Nie.

Płakał. Płakał jak mały chłopiec, który dotknął czegoś ważnego. Płakał tak parę minut. Jego twarz stawała się luźna, ciepła, uwolniona od wiecznej walki i gonitwy.

– Powiedziałeś przed chwilą czego nie chcesz. A czy możesz powiedzieć czego chcesz w zamian, już bez zaprzeczeń?

– Chcę się dobrze czuć, cieszyć tym co mam, akceptować to, że wszystko wcześniej czy później trafi szlag – auto, dom i mnie. Walczę z naturą rzeczy, a chce ją akceptować. Chcę doceniać to, że mam się o wiele lepiej, niż 99% społeczeństwa.

– Czy potrafisz powiedzieć co to ma wspólnego z celem dzisiejszej sesji?

– No jak to co? Przecież to przez to dążenie do ideałów tyle pracuje i tak pracuję – na najwyższych obrotach. Wszystko musi być idealne, dograne, lśniące – żona, dom, auto, dzieci, to i akt notarialny musi być idealny, spotkanie w kancelarii musi być idealne. Jestem więźniem idealnego stylu życia. Ojciec mnie w tym uwięził.

– Ojciec?

– No tak.

– A kto Cię może uwolnić?

– Ojciec nie żyje. 

– Ojciec nie żyje … – powtórzył z pauzą.

– Tylko ja to mogę zrobić. Zresztą może to nie on mnie uwięził, tylko ja – stary chłop – na to dalej pozwalam. Jakby żył i mógł w każdej chwili powiedzieć – zarysowałeś to auto, spieprzyłeś ten akt notarialny, popraw. Jakby mnie nadal mógł zbić. Jakbym dalej miał 9 lat.

– Czego wobec tego chcesz? Czego jesteś świadom?

– Chcę uporządkować się w środku. Mam dość pozoranctwa.

Pracowali tak jeszcze przez kilka chwil. Na kolejnej sesji ich praca weszła na inny poziom – rozpoczęła się głęboka praca wewnętrzna. W pracy zawodowej, nieomal z dnia na dzień, przestał się tak bardzo starać. Starał się mniej, a wychodziło tak samo dobrze, a nawet lepiej. Tak mówił. Dużo wcześniej wracał do domu, był coraz mniej napięty. Dostawał feedback od stałych klientów, że jakoś jest przyjemniej w kancelarii, że coś się we współpracy zmieniło, choć nie potrafili mu wytłumaczyć do końca na czym ta zmiana polega. Może się bali, może się wstydzili, a może nie wiedzieli. Zmieniła się przecież jakość. Przestał być perfekcjonistą, pracoholikiem. Wyluzował. Odzyskiwał siebie…

 


‼️Jeśli zaciekawiła Cię ta historia, znasz kogoś, komu może pomóc, udostępnij proszę‼️

Jeśli potrzebujesz mojej pomocy, napisz:

adam @ sornek.pl

lub fundacja @ ambicje.org

Prawa autorskie:

© 2020, Adam Sornek, Fundacja „Ambicje.org”

o autorze

Adam Sornek

Nazywam się Adam Sornek, jestem certyfikowanym coachem i mentorem pracującym w modelu life&biznes oraz adwokatem nie wykonującym zawodu. Po 18 latach wykonywania pracy prawnika, odwiesiłem togę by zająć się psychologią człowieka we wszystkich jego aspektach. 

Pomagam prawnikom na rozdrożu, którzy przeżywają kryzys związany z wykonywaniem zawodu, czują się wypaleni zawodowo, nie radzą sobie z emocjami lub zmagają się z kryzysem wieku średniego.

Prowadzę superwizję zawodową dla prawników, którzy chcą nauczyć się radzić sobie z codziennymi trudnościami natury psychicznej w wykonywaniu zawodu prawniczego.

Jestem studentem szkolenia psychoterapeutycznego w nurcie psychologii zorientowanej na proces.  

ZACZYNAJ PRAWNIKU OD DLACZEGO?

ZACZYNAJ PRAWNIKU OD DLACZEGO?

PRZYCHODZI BABA DO LEKARZA, A CHŁOP DO PRAWNIKA CZYLI OPOWIEDZ MI KLIENCIE O SWOJEJ RECZYWISTEJ POTRZEBIE I MOTYWACJI Wczoraj byłem u Wojtka Herry @Wojciech.Herra. Gadaliśmy o rozwodach, pandemii, książce „Przepis na rozwód. Jak się rozwieść po ludzku?”, którą - gdy...

Znienawidzony dźwięk dzwonka

Znienawidzony dźwięk dzwonka

Wczoraj miałem sesję coachingową z Panią mecenas i nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy - przy okazji rozmowy na temat (tak zwanego) „worklife balance” - zadałem jej pytanie: „jak często zmieniasz dzwonek w swoim telefonie?”. Zmianę dzwonka w telefonie podałem jako...

Ta sprawa jest do wygrania!

Ta sprawa jest do wygrania!

- Dzień dobry Panie Mecenasie, to są dokumenty o których rozmawialiśmy i o które Pan prosił - powiedział klient zaraz po wejściu do gabinetu. Widzieli się z mecenasem tydzień wcześniej, dokładnie wówczas zrelacjonował sprawę, miał tylko przynieść „papiery i dowody”. -...

Mecenasie, czy ostrzysz siekierę?

Mecenasie, czy ostrzysz siekierę?

Walczyłem w swoim życiu o przetrwanie, które miała mi zapewnić renta rodzinna po świętej pamięci rodzicach. Nie mogłem się dostać na psychologię, gdyż w technikum mechanicznym, które kończyłem, nie było lekcji biologii. Nie wpadłem na to, by się jej nauczyć „poza...

Prawniku, na ile się wyceniasz? Ile jesteś wart?

Prawniku, na ile się wyceniasz? Ile jesteś wart?

Często zdarza się tak, że prawnik z którym pracuję cierpi, ponieważ pomimo ogromnego nakładu pracy, wiedzy, doświadczenia, uczciwości, rzetelności i poświęcenia swojej profesji nieomal całej energii życiowej, nie zarabia tyle, ile by oczekiwał. To zaś powoduje...

Kiedy zespół kancelarii się rozpada…?

Kiedy zespół kancelarii się rozpada…?

Często można zaobserwować sytuacje, w których jakieś nazwisko znika z nazwy spółki prawniczej. Ktoś wypada, następuje jakiś rozpad albo rozkład zespołu kancelarii. Bywa i tak, że odejście jednego, powoduje całkowity rozłam Zespołu na części. Ostatnio pisałem o...

Prawniku: posłuchaj Zespołu, on zna rozwiązanie

Prawniku: posłuchaj Zespołu, on zna rozwiązanie

Ostatnio prowadziłem warsztat coachingowo - mentoringowy dla jednej z kancelarii (Zespół pow. 15 osób). Określiliśmy cel warsztatu (i cel Zespołu), efekt, który jest pożądany oraz ustaliliśmy kontrakt w grupie. Po około godzinie pracy wiedziałem, że tym konkretnym...

OJCZE, TY SKURWYSYNU! KOCHAM CIĘ!

OJCZE, TY SKURWYSYNU! KOCHAM CIĘ!

Miał sen. A może to nie był sen, tylko wszystko działo się jakby we śnie? Ciągle się zastanawiał, czy to było na prawdę, czy we śnie, a jeśli we śnie, to czy ten sen był prawdziwy, czy nie? Jednak to zastanawianie nie miało już dla niego większego znaczenia, bo czuł,...

WYCZERPANE NADNERCZA

WYCZERPANE NADNERCZA

- Mam wyczerpane nadnercza - zaczął spotkanie bez jakiegokolwiek przywitania. Znali się już wystarczająco długo. Wiedział, że jego „ostatnia deska ratunku” - jak mawiał - się nie obrazi. - Co to znaczy? - zapytał, gdyż słyszał, ale wolał się w takich sytuacjach...

Skontaktuj się ze mną

Zostaw wiadomość lub zadzwoń.

Telefon

tel. +48 794 15 69 61

Email

fundacja (at) ambicje.org
adam (at) sornek.pl

Adres

FUNDACJA AMBICJE.ORG
Kabacki Dukt 1 / 4, 02-798 Warszawa

KRS 0000877751 (Sąd Rejonowy dla Miasta Stołecznego Warszawy
w Warszawie, XIII Wydział Gospodarczy KRS), NIP 9512512759, REGON 387927381

Adam Sornek